sobota, 11 sierpnia 2012

Rozdział 6


Obudził mnie dźwięk budzika, który wczoraj nastawiłam. Na zegarku widniała godzina 4 rano. Pewnie myślicie po co tak wcześnie? Otóż o 5:30 musimy już wyjechać z domu by zdążyć na odprawę. Na lotnisko mamy 50 minut drogi. Wyszłam z łóżka i poszłam zrobić poranną toaletę. Ubrałam się w czerwone rurki, białą bluzkę w paski do tego czarny sweterek, ponieważ teraz jest zimno i czarne trampki. Do mojej podręcznej torby dopakowałam telefon, gazety, portfel, i mp3 wcześniej wyciągnęłam wszystkie moje pieniądze jakie kiedykolwiek gdzieś schowałam. Powiem szczerze uzbierała się ładna sumka, ale tak to jest jak się chowa pieniądze a rodzicom mówi by Ci nowe dali. Szybko wpakowała jeszcze mojego laptopa do torby na niego i duperele potrzebne do niego i poszłam do kuchni.
Weszłam do kuchni gdzie na stole były już kanapki i picie. Mama ciągle biegała po domu. Jak zwykle czegoś zapomniała. W pośpiechu zjadłam jedną kanapkę z nutellą i jedną z szynką i pomidorem. Napiłam się kakao. Gdy to zrobiłam przyjechał po nas brat taty. Miał nas zawieźć. Pojechaliśmy naszym autem, bo tam już były spakowane walizki. Podróż zajęła nam 50 minut w ciągu których w ogóle się nie odezwałam. Gdy wychodziłam z samochodu wujek odciągnął mnie na bok.
- Tu masz coś od mnie. Taki mały prezent od mnie. Otwórz go dopiero w samolocie – powiedział
- Nie trzeba było – odpowiedziałam. On tylko machnął ręką i włożył paczuszkę do mojej torby podręcznej. Pożegnałam się.
Ruszyłam na odprawę, gdzie byli już moi rodzice. Po odprawie usiadłam w wyznaczonym miejscu. I nagle przypomniałam sobie o prezencie. Dostałam kopertę w której była ładna sumka pieniędzy, łańcuszek z medalionem na którym był napis „I LOVE ONE DIRECTION”. Śliczny był. Do tego były jeszcze kolczyki sztyfty „1D”. Nagle głos powiedział, że trzeba zapiąć pasy, bo za chwilę startujemy. Nie lubiłam startów… Wystartowaliśmy i mogliśmy już odpiąć pasy. Wyciągnęłam moją mp3 i włączyłam piosenki One Direction. Usnęłam…
- Kochanie zaraz lądujemy, zapnij pasy – powiedział tata budząc mnie. Zapięłam pasy. Kurde, przespałam cały lot – pomyślałam.
Samolot wylądował. Wyszliśmy z samolotu i udaliśmy się po bagaże. Zabraliśmy bagaże i nagle jakaś kobieta zaczęła wołać
- Lucy tutaj! –zaczęła wołać. Moja mama popatrzyła w tamtym kierunku i szybko się tam udała. Ja z tatą udaliśmy się za nią.
- Jay! Jak ja Cię dawno nie widziałam ! – powiedziała moja mama i ją przytuliła. – Amelia to jest Jay, moja siostra. Jay to jest Amelia.
- Miło mi panią poznać – powiedziałam jak przykazało na grzeczną dziewczynę. A ona mnie przytuliła. Nie spodziewałam się takiego gestu, ale też przytuliłam tą panią.
-  Jaką panią ? Jestem twoją ciocią – powiedziała – Chodź, bo zostawiłam dzieci same, a to może się źle skończyć dla domu.
- A ten twój syn ? Przecież on ma 20 lat. Upilnuje reszty – powiedziała mama. Czyli, że ciocia ma syna i jeszcze jakieś.
- A ile ma ciocia dzieci ? –spytałam
- 5 – powiedziała i się uśmiechnęła – Jeden syn i cztery córeczki.
Ja się tylko uśmiechnęłam. Poszliśmy do  cioci auta. Miała ona auto 7 osobowe. Nie dziwie się skoro miała tyle dzieci. Wpakowaliśmy walizki do bagażnika i wsiedliśmy do auta. Mama usiadła z przodu a ja z tatą z tyłu. Mama rozmawiała z siostrą ale ja ich nie słuchałam. Jechaliśmy około pół godziny. Po czym wysiedliśmy pod dość dużym domem jednorodzinnym. Ciocia powiedziała, żebyśmy nie wyciągali na razie walizek, bo zrobi to potem jej syn. Weszliśmy do domu. Ściągnęłam moje buty, bo tak samo zrobiła reszta i weszliśmy do salonu. Moim oczom ukazał się sam …
___________________________
Dziękuje wszystkim, którzy wchodzą na mojego bloga. Jak na razie się uczę i wiem, że rozdziały są krótkie. Postaram się pisać dłuższe. Jak na razie na pewno jeden dziennie się pojawi. Może dwa, ale to już zależy czy będę miała dostęp do internetu. Wypadł mi nie spodziewany wyjazd do siostry, ale jak na razie mam kiedy pisać. Proszę też o komentarze. Dla Was to minuta lub dwie. A dla mnie komentarz to motywacja do pisania rozdziałów, bo wiem, że ktoś moje bazgroły czyta.
Pozdrawiam SylwiaB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz