Obudził mnie dźwięk budzika, który wczoraj nastawiłam. Na
zegarku widniała godzina 4 rano. Pewnie myślicie po co tak wcześnie? Otóż o
5:30 musimy już wyjechać z domu by zdążyć na odprawę. Na lotnisko mamy 50 minut
drogi. Wyszłam z łóżka i poszłam zrobić poranną toaletę. Ubrałam się w czerwone
rurki, białą bluzkę w paski do tego czarny sweterek, ponieważ teraz jest zimno
i czarne trampki. Do mojej podręcznej torby dopakowałam telefon, gazety,
portfel, i mp3 wcześniej wyciągnęłam wszystkie moje pieniądze jakie
kiedykolwiek gdzieś schowałam. Powiem szczerze uzbierała się ładna sumka, ale
tak to jest jak się chowa pieniądze a rodzicom mówi by Ci nowe dali. Szybko
wpakowała jeszcze mojego laptopa do torby na niego i duperele potrzebne do
niego i poszłam do kuchni.
Weszłam do kuchni gdzie na stole były już kanapki i picie.
Mama ciągle biegała po domu. Jak zwykle czegoś zapomniała. W pośpiechu zjadłam
jedną kanapkę z nutellą i jedną z szynką i pomidorem. Napiłam się kakao. Gdy to
zrobiłam przyjechał po nas brat taty. Miał nas zawieźć. Pojechaliśmy naszym
autem, bo tam już były spakowane walizki. Podróż zajęła nam 50 minut w ciągu
których w ogóle się nie odezwałam. Gdy wychodziłam z samochodu wujek odciągnął
mnie na bok.
- Tu masz coś od mnie. Taki mały prezent od mnie. Otwórz go
dopiero w samolocie – powiedział
- Nie trzeba było – odpowiedziałam. On tylko machnął ręką i
włożył paczuszkę do mojej torby podręcznej. Pożegnałam się.
Ruszyłam na odprawę, gdzie byli już moi rodzice. Po odprawie
usiadłam w wyznaczonym miejscu. I nagle przypomniałam sobie o prezencie.
Dostałam kopertę w której była ładna sumka pieniędzy, łańcuszek z medalionem na
którym był napis „I LOVE ONE DIRECTION”. Śliczny był. Do tego były jeszcze
kolczyki sztyfty „1D”. Nagle głos powiedział, że trzeba zapiąć pasy, bo za
chwilę startujemy. Nie lubiłam startów… Wystartowaliśmy i mogliśmy już odpiąć
pasy. Wyciągnęłam moją mp3 i włączyłam piosenki One Direction. Usnęłam…
- Kochanie zaraz lądujemy, zapnij pasy – powiedział tata
budząc mnie. Zapięłam pasy. Kurde, przespałam cały lot – pomyślałam.
Samolot wylądował. Wyszliśmy z samolotu i udaliśmy się po
bagaże. Zabraliśmy bagaże i nagle jakaś kobieta zaczęła wołać
- Lucy tutaj! –zaczęła wołać. Moja mama popatrzyła w tamtym
kierunku i szybko się tam udała. Ja z tatą udaliśmy się za nią.
- Jay! Jak ja Cię dawno nie widziałam ! – powiedziała moja
mama i ją przytuliła. – Amelia to jest Jay, moja siostra. Jay to jest Amelia.
- Miło mi panią poznać – powiedziałam jak przykazało na
grzeczną dziewczynę. A ona mnie przytuliła. Nie spodziewałam się takiego gestu,
ale też przytuliłam tą panią.
- Jaką panią ? Jestem
twoją ciocią – powiedziała – Chodź, bo zostawiłam dzieci same, a to może się
źle skończyć dla domu.
- A ten twój syn ? Przecież on ma 20 lat. Upilnuje reszty –
powiedziała mama. Czyli, że ciocia ma syna i jeszcze jakieś.
- A ile ma ciocia dzieci ? –spytałam
- 5 – powiedziała i się uśmiechnęła – Jeden syn i cztery
córeczki.
Ja się tylko uśmiechnęłam. Poszliśmy do cioci auta. Miała ona auto 7 osobowe. Nie dziwie
się skoro miała tyle dzieci. Wpakowaliśmy walizki do bagażnika i wsiedliśmy do
auta. Mama usiadła z przodu a ja z tatą z tyłu. Mama rozmawiała z siostrą ale
ja ich nie słuchałam. Jechaliśmy około pół godziny. Po czym wysiedliśmy pod
dość dużym domem jednorodzinnym. Ciocia powiedziała, żebyśmy nie wyciągali na
razie walizek, bo zrobi to potem jej syn. Weszliśmy do domu. Ściągnęłam moje
buty, bo tak samo zrobiła reszta i weszliśmy do salonu. Moim oczom ukazał się
sam …
___________________________
Dziękuje wszystkim, którzy wchodzą na mojego bloga. Jak na razie się uczę i wiem, że rozdziały są krótkie. Postaram się pisać dłuższe. Jak na razie na pewno jeden dziennie się pojawi. Może dwa, ale to już zależy czy będę miała dostęp do internetu. Wypadł mi nie spodziewany wyjazd do siostry, ale jak na razie mam kiedy pisać. Proszę też o komentarze. Dla Was to minuta lub dwie. A dla mnie komentarz to motywacja do pisania rozdziałów, bo wiem, że ktoś moje bazgroły czyta.
Pozdrawiam SylwiaB
___________________________
Dziękuje wszystkim, którzy wchodzą na mojego bloga. Jak na razie się uczę i wiem, że rozdziały są krótkie. Postaram się pisać dłuższe. Jak na razie na pewno jeden dziennie się pojawi. Może dwa, ale to już zależy czy będę miała dostęp do internetu. Wypadł mi nie spodziewany wyjazd do siostry, ale jak na razie mam kiedy pisać. Proszę też o komentarze. Dla Was to minuta lub dwie. A dla mnie komentarz to motywacja do pisania rozdziałów, bo wiem, że ktoś moje bazgroły czyta.
Pozdrawiam SylwiaB
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz