A moim ukazał się sam LOUIS TOMLINSON!! Zgon na miejscu! Czy
to jest syn cioci Jay?!!? Amela zachowuj się normalnie, nie zrób z siebie
debilki! – powtarzałam sobie w myślach.
- Cześć Louis – powiedziała moja mama.
- Cześć ciociu, cześć wujku – powiedział i się z nimi
przywitał. – Amelia ale Ty się zmieniłaś. Jak ostatnio oglądałem nasze zdjęcia
z dzieciństwa to miałaś 2 latka…
- Heej – powiedziałam nieśmiało.
- Tylko tak się ze
mną przywitasz ? – spytał i zrobił smutną buźkę
- Sorki, ale ja nawet nie wiedziałam, że jesteś moją
rodziną. Więc czego Ty ode mnie oczekujesz? – spytałam trochę ironicznie
- To twoja mama nic Ci nie mówiła ? – spytał zszokowany –
Nie widziałaś zdjęć z dzieciństwa ?
- Nie. – powiedziałam – Ja nawet nie wiedziałam, że tu mam
rodzinę. Dowiedziałam się wczoraj.
- Nie ciekawie. – powiedział. Zrobiło mi się gorąco więc
rozpięłam mój sweter, który ciągle miałam zapięty i ściągnęłam go. – Ty masz
paski! Tylko ja mogę mieć paski! – krzyczał
- No chyba nie – powiedziałam trochę wkurzona
- Tak! Bo ja tak powiedziałem – powiedział
- A ja nie będę się słuchała Louisa Tomlisona!
- Masz się mnie słuchać ! Jestem starszy a poza tym ja
wymyśliłem modę na czerwone rurki i białą bluzkę w paski! – krzyczał
- No to co ? Prawie każdy tak chodzi ubrany? I Ty wszystkim
będziesz rozkazywał? Bo co ? Bo jesteś członkiem zespołu Brytyjsko-Irlandzkiego
One Direction ??
- Tak – powiedział szybko – Czekaj… Czyli Ty jak weszłaś
wiedziałaś kim jestem tylko nie wiedziałaś, że jestem twoim kuzynem ?
- No taak. A myślałeś, że skąd wiem, że jesteś gwiazdą ??
- Ty jesteś moją fanką – krzyczał
- Lou! Amelka! Czemu tak krzyczycie ? –pytał mój tato
- Lou! Amelka! Czemu tak krzyczycie ? –pytał mój tato
- Louis się kłóci, bo Am ma paski – powiedziała ciocia –
Louisku, ale wiesz, że jej ładniej jest w paskach niż tobie ?
- I jeszcze Ty przeciw mnie ? – spytał się Jay. Po czym
poszedł do góry, za pewno po siostry, bo potem było tylko słychać „Chodźcie na
dół, już przyjechali”
Po chwile zeszły dziewczynki. Lotti, Fizzy i bliźniaczki
Pheobe i Daisy. Wiedziałam, jak się nazywają, bo kojarzyłam je z zdjęć na fb. Pheobe chyba nawet miałam w znajomych J Przywitałam się, po czym poszłam do taty
rodzeństwa, bo z nim się jeszcze nie witałam. Przywitałam się z wujkiem
Markiem. Po czym udaliśmy się wszyscy do jadalni na obiad. Ciocia zrobiła
placki ziemniaczano-marchwiowe. Po prostu pychota! Do popitki dla „młodzieży”
sok marchwiowy! Boże, jak ja kocham marchewki i wszystko z nimi związane! Nasi
rodzice dostali wino czerwone. Po skończonym obiedzie udałam
się z Louisem po walizki do auta. Zabrałam swoją walizkę, laptopa i torbę
podręczną a Lou mocował się z walizkami rodziców. Weszliśmy schodami do góry a
potem kuzyn pokazał mi mój pokój. Był on obok jego. A moi rodzice mieli
sypialnie obok jego rodziców.
Powiedziałam, że pójdę się rozpakować i odświeżyć. Dowiedziałam się, że
niestety łazienkę będę musiała dzielić z nim…. Grrr. No ale nie mogę marudzić.
Weszłam do pokoju a moim oczom ukazał się taki pokój. Był śliczny… Na wprost łóżka
były drzwi do mini garderoby. A kawałek dalej jeszcze jakieś drzwi. Położyłam
walizki. I powolnym krokiem podeszłam i otworzyłam drzwi. Był tam korytarzyk i
jakieś drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam łazienkę którą dzieliłam z Lou.
Wyszłam z niej i poszłam jeszcze do jednych drzwi. Otworzyłam je delikatnie.
Był to jak mi się zdaje pokój Lou. Zauważył mnie.
- Byłaś ciekawa co się kryję, za drzwiami ? –spytał z
uśmieszkiem
- No tak jakby – powiedziałam trochę zakłopotana. – Dobra,
ja idę się odświeżyć i rozpakować.
- Zawołaj mnie jak się odświeżyć, to pomogę Ci się
rozpakować – powiedział z uśmiechem.
- Dobra.
Poszłam do torby i wyciągnęłam dresy i jakąś koszulkę z
krótkim rękawem. Wzięłam jeszcze potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Na
półce były ręczniki z karteczką „Dla
Amelki” uśmiechnęłam się. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Kosmetyczkę
zostawiłam w łazience. Poszłam do pokoju. Ubrania włożyłam do kosza na pranie,
który był w pokoju i poszłam do pokoju Lou. Bez pukania weszłam delikatnie
otwierając drzwi. Rozmawiał przez telefon.
- No Zayn, nie mogę Ci wysłać jej zdjęcia! Ja nawet takich
nie posiadam. Jutro się poznacie, bo zabieram ją do Londynu – powiedział i
uśmiechnął się. Trzeba mu przerwać tą dyskusje.
- Lou, jak chcesz to przyjdź do mnie do pokoju –
powiedziałam, a on zszokowany odłożył telefon szybko….
__________________________
Fajnie, że wchodzicie, ale miło by było jakby ktoś skomentował....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz